Zwierz, co jesz?

SARNY

Wiosną, zimą oraz w lecie,
sarny wiecznie są na diecie.
Jedzą tylko traw koniuszki,
by mieć takie chude nóżki.

DZIKI

Nie są wybredne dziki! O nie!
Co z drzewa spadnie, to dzik to zje.
A kiedy ryjkiem dobrze poszuka,
dżdżowniczkę znajdzie albo i żuka.

SOWA

Sowy wolą nocne łowy,
więc śniadanie mają z głowy.
Gdy im głodek skręca kiszki,
chętnie jedzą tłuste myszki.

NIEDŹWIEDŹ

Niedźwiedź to dość łasy zwierz.
Wielki jest i wzdłuż i wszerz.
Gdy mu w brzuchu burczy z głodu,
je ze smakiem plaster miodu.

LIS

Nie dla liska są robaczki.
On jeść woli dzikie kaczki.
A gdy czasem z lasu znika,
lubi zajrzeć do kurnika.

DZIĘCIOŁ

Dzięcioł przy jedzeniu, od czasu do czasu,
potrafi narobić niezłego hałasu.
Chciałby jeść inaczej, bo to kłopot spory,
gdy jedzonko musi wydziobywać z kory.

ZAJĄC

Nie jest to doprawdy żadna tajemnica,
skąd ma zając siłę, że tak ciągle kica.
Każdy miałby krzepę i gibkość sprężyny,
gdyby jadł jak zając tyle zieleniny.

WIEWIÓRKA

Gdy jest się małą, zwinną wiewiórką,
nie je się cukru i ciastek z dziurką,
lecz można za to całymi dniami
zdrowo objadać się orzeszkami.

tekst: Agnieszka Borowiecka

Więcej

Trusia królisia

Nie ma na świecie większej strojnisi
od elegantki – TRUSI KRÓLISI.
Samych szaliczków ma ze czterdzieści.
Więcej w jej szafie już się nie zmieści.

A każdy szalik w innym kolorze:
fuksja, seledyn, błękitne morze,
piaski pustyni i czerń wieczoru.
Wkłada je Trusia wedle humoru.

Gdy jej się smutki cisną do głowy,
szalik zakłada amarantowy.
Gdy jest wesoła, szalik ma złoty.
Czarny, gdy na nic nie ma ochoty.

Kiedy w powietrzu czuć awanturę,
stroi się Trusia w ciemną purpurę.
I tak wymieniać można bez liku.
W jakim nastroju, w takim szaliku.

Pół biedy szalik. Nosząc się modnie,
musi mieć przy tym pod kolor spodnie,
butki i czapkę, top i pończochy
i płaszczyk w paski, i gorset w grochy.

I tak się piętrzą ciuszki stertami.
Szparki nie znajdziesz między półkami!
Więc elegantki lekko nie mają,
gdyż wszystkie szafy w szwach im pękają.

 

tekst: Agnieszka Borowiecka

Więcej

Tata biurokrata

Gdyby mój tata był kapitanem,
pływałbym pewnie katamaranem.
Tam by płynęła nasza łódź mała,
gdzie ludzka stopa jeszcze nie stała.

Ale mój tata to biurokrata.
Co dzień z laptopem do pracy lata.
I choć nie znamy dzikich odludzi,
to z tatą nigdy mi się nie nudzi.

Gdyby mój tata był kosmonautą,
miałby z pewnością kosmiczne auto.
I wszyscy by nam go zazdrościli,
gdybyśmy w niebo razem się wzbili.

Ale mój tata to biurokrata,
co dzień z laptopem do pracy lata.
I choć nam obce są gwiezdne loty,
z klocków składamy kosmiczne floty.

Gdyby mój tata był gwiazdą rocka,
wytatuowałby sobie smoka.
W czasie koncertów na całym świecie,
śpiewałbym razem z tatą w duecie.

Ale mój tata to biurokrata,
co dzień z laptopem do pracy lata.
I chociaż obaj nie znamy gamy,
gramy koncerty dla mojej mamy.

 

tekst: Agnieszka Borowiecka

Więcej

Pawian arystokrata

Pewien pawian z Zoo pod Rygą
strasznie struł się raz ostrygą.
Nic dziwnego – wszak pawiany
jedzą liście i banany.

Lecz ten liści nie chciał jeść,
bo to plami jego cześć.

Kabanosy jadł i szproty,
kawior też – tylko w soboty.
A w niedzielę już od rana
zmrożonego pił szampana.

Mówił przy tym, gryząc ser,
że jest małpą z wyższych sfer.

Lecz ostryga do kolacji
dała kres arystokracji.
No bo moi przyjaciele,
tego było już za wiele!

Teraz pawian dobrze wie,
co jeść może, czego nie.

I choć marzy o suflecie,
jest na bardzo ścisłej diecie.
Tak więc ciężki żywot mają
małpy, co się wywyższają.

 

tekst: Agnieszka Borowiecka

Więcej

Zoo w deszczu

Gdy nad Zoo zawisły chmury,
dzień się zrobił dość ponury.
A deszcz kapiąc bez wyczucia,
różne wzbudził wnet uczucia.

Lew rozzłościł się okropnie,
widząc, że mu grzywa moknie.
W złości tej ryknął na strusia,
bo na kogoś ryknąć musiał.

Struś na lwa się więc obraził.
Nic nie mówił, tylko łaził,
a tak łażąc, stroszył pióra
i rozśmieszył tym kangura.

Tak więc kangur rzekł do pawia:
„Patrz pan, co ten lew wyprawia.
Jak przystało na kiciusia,
musiał nam wystraszyć strusia”.

Paw o ogon się obawiał,
więc z kangurem nie rozmawiał,
tylko migiem, łapiąc pióra,
już pod daszek dawał nura.

A pod daszkiem podkulony
siedział słoń obok swej żony.
I szczęśliwi wielce byli,
bo się razem tam zmieścili.

Długo by się mówić dało,
co tam w Zoo się w deszczu działo,
ale wreszcie, koniec końcem
spoza chmur wyjrzało słońce.

 

tekst: Agnieszka Borowiecka

Więcej