Bajka o nietoperzu i roju pszczół

Na niewielkiej polanie w samym środku lasu rósł potężny dąb. Miał okazały pień i całe mnóstwo rozłożystych gałęzi. Na pierwszy rzut oka było to najspokojniejsze miejsce w całym lesie, ale jeśli przyjrzeć się bliżej tej polance, tętniło tam życie jak w niejednym małym miasteczku. Mrówki uwijały się w swoim mrowisku. Żołędzie jak na wyścigi spadały jeden po drugim na ziemię. Wiewiórki zajęte swoimi sprawami, przeskakiwały z gałęzi na gałąź. A ptaki jak to ptaki – nie zważając na leśną ciszę, wyśpiewywały swoje trele w niebogłosy.
Jakby tego było mało, na samym czubku drzewa zadomowił się rój pszczół. A te to dopiero potrafią narobić hałasu, trzepocząc swoimi trzema tysiącami dwieście pięćdziesięcioma pięcioma parami małych skrzydełek.
Pewnego wieczora, gdy pszczoły bzyczały sobie w najlepsze, ptaki trelowały jak najęte, a mrówki już dawno poszły spać, na polance pojawił się niespodziewanie nowy rezydent. Zakołował zwinnie wokół dębu, zatrzepotał swoimi rozłożystymi skrzydełkami i przycupnął cichutko na gałęzi, zwisając o dziwo głową w dół. Był to mały, śliczny nietoperz. Miał szpiczaste uszy i miękkie futerko na pękatym brzuszku. A gdy zwisał tak zupełnie do góry nogami, na jego pyszczku pojawił się całkiem zabawny grymas.
– A co to? A kto to? A skąd się tu wziął? – zabzyczały pszczoły, wlepiając w nietoperza trzy tysiące dwieście pięćdziesiąt pięć par ciekawskich oczu.
Taka publika może poważnie onieśmielić nawet najśmielszego mówcę, więc nietoperz jedynie otulił się skrzydełkami i rozglądał się dokoła. A że wzrok miał bardzo słaby, mrużył swoje małe oczka, by dojrzeć coś więcej niż czubek własnego nosa.
W pewnej chwili dostrzegł, że z nocnego nieba zerwała się mała, błyszcząca gwiazdka, która w mgnieniu oka przecięła całe niebo i poszybowała hen, hen za horyzont.
– Patrzcie, patrzcie gwiazda leci – poruszył się nietoperz – Trzeba szybko pomyśleć życzenie!
I skupił się bardzo, bardzo mocno, by nie przegapić tej wyjątkowej okazji.
– Chciałbym, żeby moje uszka były mniej odstające – szeptał sobie pod nosem – Mniej odstające uszka, mniej odstające uszka – powtarzał uparcie, żeby gwiazdka przez przypadek nie zapomniała o jego życzeniu.
Pszczoły tylko zerkały raz po raz, to na niebo, to na uszka nietoperza i nie specjalnie wiedziały, co powiedzieć, więc zabzyczały tak:
– Uszka masz całkiem zgrabne, bzz, bzz… a poza tym nie mówi się, że gwiazdy lecą, tylko, że spadają. A gdy spadają, wtedy mogą spełniać życzenia.
– Kiedy one wcale nie spadają – rzekł nietoperz – One lecą gdzieś wysoko, wysoko do nieba.
– To dziwne, bardzo dziwne, niezwykle nietypowe – dziwiły się pszczoły – Może to dlatego, że wisisz do góry nogami. A gdy tak właśnie wisisz, to cały świat widzisz całkiem na odwrót.
I dumne z tego, że udało im się rozwikłać tę skomplikowaną zagadkę, jeszcze głośniej zatrzepotały trzema tysiącami dwieście pięćdziesięcioma pięcioma parami małych skrzydełek.
– Na odwrót? – zamyślił się nietoperz – Zdaje mi się, że wszystko jest na swoim miejscu.
I zmrużył oczy, by lepiej się przyjrzeć wszystkiemu wokoło i sprawdzić, czy aby na pewno nic się nie poprzekręcało. Patrzył i patrzył, wytężał wzrok i z ulgą stwierdził, że nic a nic się nie zmieniło. Gdzieś tam w dole błyszczały gwiazdy na wieczornym niebie, a wysoko, wysoko w górze delikatnie kołysały się źdźbła trawy i ganiały się młode zające. Wszystko było na swoim miejscu.
– Tak! Jestem pewny, że nic a nic się nie zmieniło – rzekł z przekonaniem nietoperz – Gdy patrzę w dół, gwiazdy błyszczą jak zawsze, a gdy zadzieram głowę do góry, widzę trawę i wielkie mrowisko pod drzewem.
– Właśnie, właśnie, wszystko jasne – rozbzyczały się pszczoły – Wszystko na opak. Gdzie góra tam dół, a dół tam gdzie góra.
– Nic podobnego! – zarzekał się nietoperz.
– Ależ tak, bez dwóch zdań – upierały się pszczoły – Dajmy na to takie drzewo. Przyjrzyj się dobrze i sam powiedz. Czy drzewa mogłyby rosnąć do góry nogami?
– Pewnie! – rzekł śmiało nietoperz – Mają tak mocne korzenie, że rosną sobie jak chcą i wszystko im jedno, gdzie góra, gdzie dół.
Nie było to może zbyt naukowe wytłumaczenie, ale rzeczywiście drzewa mają bardzo mocne korzenie, a już na pewno jest im wszystko jedno, gdzie jest góra, a gdzie dół.
Lecz pszczoły nie dawały za wygraną.
– A zające, właśnie, co z zającami?! – bzyczały niecierpliwie – Jak to możliwe, że skaczą tak całkiem do góry nogami?
– Czy ja wiem? – zamyślił się nietoperz i zadarł łepek ku górze, by przyjrzeć się bliżej zającom.

Spojrzał raz, spojrzał i drugi, po czym stwierdził, że rzeczywiście wszystkie zające skaczą tak jakoś całkiem do góry nogami.
– Hmmm – zadumał się nietoperz – Na pewno musi być jakieś wytłumaczenie.
– Tylko jakie, no właśnie jakie? – bzyczały mu za uchem pszczoły.
– Wiem! – wykrzyknął w końcu – Z całą pewnością smarują sobie łapki żywicą, żeby lepiej się trzymać tam na górze.
– To niemożliwe, to wykluczone! – bzyczały pszczoły.
– Ależ tak! – upierał się nietoperz – Żywica jest gęsta i lepka, więc doskonale się do tego nadaje.
– Ale one wcale nie muszą sobie smarować łapek żywicą – zapewniały pszczoły – I w ogóle niczym nie muszą się przejmować, bo skaczą całkiem zwyczajnie. Tylko ty, wisząc do góry nogami, widzisz wszystko zupełnie na odwrót.
– Wszystkie nietoperze tak właśnie wiszą i nikt się temu specjalnie nie dziwi – rzekł nietoperz nieco urażony.
– Bo nic w tym złego, nic a nic – zapewniały pszczoły – Widać tak już jest, tak właśnie, że każdy ma swój punkt widzenia.
– To ci dopiero mądrale – pomyślał sobie nietoperz. Bo za nic w świecie nie mógł pojąć, co też pszczoły mają ma myśli i cóż to właściwie jest ten „punkt widzenia”.
– Nic a nic z tego nie rozumiem – rzekł w końcu.
– Ależ to jasne, jasne jak słońce – bzyczały pszczoły – Weźmy dla przykładu takie żaby. One widzą świat z żabiej perspektywy.
Na sam dźwięk słowa „perspektywa”, nietoperzowi zrobiło się gorzej, bo takie trudne wyrazy zwyczajnie nie mieściły mu się w głowie.
– Oj oj oj – zajęczał cichutko.
– Żaby jak to żaby – tłumaczyły mu pszczoły – Patrzą na wszystko tak, jak patrzą żaby, czyli całkiem z dołu. A gdy tak właśnie się patrzy, cały świat wydaje się być przeogromny.
– Przeogromny – powtórzył nietoperz, żeby lepiej sobie zapamiętać, a pszczoły mówiły dalej:
– Bocian z kolei na świat patrzy z góry. A jak wiadomo, z lotu ptaka wszystko wydaje się być maleńkie.
– Z góry wszystko jest maleńkie – mruczał nietoperz.
– Nietoperze zaś – bzyczały dalej pszczoły – To sam już wiesz najlepiej. Widzą wszystko całkiem na opak, gdy tak wiszą sobie do góry nogami. I to jest właśnie ten punkt widzenia.
Nietoperz próbował sobie wyobrazić, jak to jest być żabą i bocianem i pomyślał sobie, że ten punkt widzenia to szalenie ciekawa rzecz.
– A krety? – spytał nagle – Czy krety też mają punkt widzenia?
Ale to pytanie pozostało bez odpowiedzi, bo pszczoły przypomniały sobie nagle, że jest już bardzo, bardzo późno i że są niezwykle zmęczone. Poczym ukłoniły się grzecznie na dobranoc i pochowały się wszystkie w dziupli. A nietoperz? Cóż… powisiał sobie jeszcze chwilę na gałęzi, porozglądał się wokoło, aż w końcu rozprostował swoje skrzydełka, zatrzepotał nimi raz i drugi i odleciał. A na polance zrobiło się zupełnie cicho i spokojnie.

 

tekst: Agnieszka Borowiecka

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.